CO NOWEGO?

24.10.2012, Marcin Rosłoń
BIEGAĆ KAŻDY MOŻE!
Za Jerzym Stuhrem, który tak właśnie śpiewał o śpiewaniu i Gustem Gusteau, który w mojej ulubionej animacji „Ratatuj” tak właśnie mówił o gotowaniu stwierdzam, że w bieganiu to też działa. Tym bardziej po spotkaniu ze Scottem Jurkiem. Znacie Scotta?

Scott Jurek to od kilku lat, gdy regularnie biegam, postać dla mnie niemal kultowa. Niemal, bo ja jako mały i teraz duży chłopiec nie przeżywałem nigdy fascynacji ocierających się aż o fanatyzm. Ale akurat Scott i jego osiągnięcia działały od startu w moje bieganie na wyobraźnię. Choć na początku biegania zdecydowanie ją przerastały. Nic dziwnego, bo Jurek to najważniejszy ultra-maratończyk minionych dwóch dekad. Dokonania Scotta znajdziecie na jego stronie, ponieważ jest sporo czytania, więc nie zamieszczam.

Typowa historia na film. Chłopak z rodziny o polskich korzeniach w Ameryce, wiedzący co to pierogi, czernina, bigos, znający smak schabowego dzięki Dziadkom, nie ma pomysłu na siebie. Ma rodzeństwo, chorą na stwardnienie rozsiane mamę, zagubionego tatę, ogólnie dom, w którym się nie przelewa. Uczy się pilnie, lubi zakuwać, zbiera niezłe oceny, ale nic poza tym. Splot wydarzeń wpycha go w bieganie. Nie zdradzę jaki splot, bo świeża książka „Jedz i biegaj” pojawiła się w księgarniach, a Scott przyjechał ostatnio do Polski, żeby ją promować. W swojej książce Jurek opisuje swoją drogę na biegowy, ultramaratoński szczyt. Ale nie jest to megalomańska opowieść o samych biegach i wielkich zwycięstwach, ale o życiu i pasji. Scotta poznajemy w dzieciństwie i odnajdujemy w nim cząstkę siebie. Potem napieramy z nim przez koledż, przyjaźnie, studia, chorobę matki, pierwsze triumfy, fascynację gotowaniem, fizjoterapią, kodeksem bushido, przez ślub, rozwód, miłość aż stajemy na rozstaju. Bo co robić dalej, dokąd pobiec, gdy wygrało się niemal wszystkie najdłuższe i najważniejsze biegi Świata? To dylemat Scotta. On nas z nim zostawia, każdy może mieć swoje zdanie, swoją radę. Jedno jest pewne, ta książka i jej przesłanie popychają za drzwi, namawiają do biegania, poznawania i testowania siebie. Na przykład dietą.

W słowie dieta kryje się od razu coś co nas spina. Jakieś ograniczenie, przymuszenie, odcięcie, zubożenie. Jurek od opychania się jedzeniem śmieciowym, dojrzewa do wegetarianizmu, a potem do weganizmu. Obala mit, że jak nie zjesz mięska to daleko nie zajedziesz. On bił rekordy na trasach liczących setki kilometrów. Na warzywkach. W książce są przepisy, które starannie odtwarzam w swojej kuchni. Burgery z zielonej soczewicy z pieczarkami, jarmużem, pestkami słonecznika i przyprawami były pycha. Jarmuż to dla niewtajemniczonych trochę grubszy, karbowany szpinak. W dzieciństwie jadłem go bardzo dużo, bo regularnie przygotowywała go z działkowych upraw babcia Lusia. Moja mama bojkotowała jarmuż twierdząc, że rośnie na cmentarzach. Wiało grozą, ale ja wcinałem z radością drugą porcję. Moja mama nie jadła z założenia u babci dwóch rzeczy: jarmużu i duszonego królika. No bo jak zjeść takie śliczne stworzenie. Jednak babcia zawsze ją nabierała, że to pierś kurczaka i łatwiej przechodziło przez gardło. Przy stole był ubaw po pachy.

Od niemal trzech lat nie jem mięsa – od drobiu po wołowinę. Jestem jaroszem, bo raz na jakiś czas wcinam ryby i owoce morza. Od wegetarianizmu dzieli mnie jeden świadomy krok, ale weganizm Scotta to już mentalnie dystans ultra-maratonu. Wszystkie przepisy w „Jedz i biegaj” są wegańskie – odrzucają mięso każdego typu, mleko zwierzęce, nabiał, jajka, nawet miód. Co zostaje do jedzenia? Nic? Bardzo dużo. Jako mięsożercy nie dostrzegamy tego co po drugiej stronie rzeki. Mnogości kasz, ziaren, warzyw, owoców, strączków, przypraw, bulw. Gdy idziemy do knajpy albo wpadamy do znajomych, ci patrzą w moją stronę i pytają z troską: „Rany, tylko co ty zjesz?”. Dla nich to zgryz, dla mnie żaden problem. Oni są zafiksowani, że jak jesz mięso, to znaczy, że nie umrzesz. Ja wiem, że bez niego też żyję i to lepiej. Scott wykorzystuje wiedzę Indian Raramuri – Tarahumara z „Urodzonych biegaczy”, starych plemion, Azteków, Majów, samurajów. Wspomniany wyżej burger naprawdę smakował świetnie. Od kiedy nie jem mięsa czuję i poznaję więcej smaków. Trawię krótko, nie mam problemów z niestrawnością, waga nie szaleje. Strony humanitarnej nie poruszam, ale zawsze mam w głowie pewną sentencję, która świetnie wszystko inne podsumowuje, obrazuje. Przeczytałem ją akurat w czasie, gdy myśleliśmy z żoną o przygarnięciu drugiego psa ze schroniska. Ktoś z naszych znajomych rzucił, że nie zmienimy Świata, a tylko napytamy sobie biedy, bo dołożymy obowiązków. Miałem już wtedy gotową odpowiedź: „Adopcja jednego psa nie zmieni Świata, ale zmieni Świat tego jednego psa”. Tula – imię suczki - ma się z nami dobrze.

To właśnie podoba mi się w książce Scotta. Ona nie jest poradnikiem, jedynym źródłem wiedzy jak żyć. On z kolei nie jest facetem, który posiadł całą tajemną biegową moc i teraz ulecza innych. To tylko sygnał, że można inaczej. Na przykładzie człowieka, który po prostu szukał. I biegał.

Zapytałem Scotta co dalej? Wiek 39 lat na karku nie dyskwalifikuje biegacza, dla wielu to dopiero początek wielkiej przygody z biegami ultra. Tam w końcu liczy się głowa, a nie szybkie nogi. Scott nie zna ewidentnie swojej odpowiedzi. Ciągnie go do ścigania, ale brakuje mu trochę motywacji, czuje się wypalony rywalizacją na najwyższym poziomie. Chce biegać mniej zobowiązująco, dla siebie, dla mamy. Jest poza tym zafascynowany odzewem na niego i jego dokonania, promowaniem biegów, zdrowych form życia, weganizmu. W Polsce był po raz drugi, wcześniej z dziadkiem w Krakowie zaraz po obaleniu komunizmu. Nasze spotkanie ustalałem z jego amerykańskim menedżerem Zacharym przez kilka tygodni. Ale jak już klepnęliśmy termin to nie było przebacz. Scott w napiętym do granic wytrzymałości grafiku miał pełne 3 godziny na nagranie. Wywiad ze Scottem już w sobotę, 27 października, o 12:30. Spotkacie równego gościa, który ze szczerym uśmiechem na twarzy i wielką pasją opowiada po raz enty swoją historię. To też trzeba umieć. Dzielić się swoimi doświadczeniami. Scott to potrafi. Podczas wieczoru autorskiego odpowiadał na każde pytanie, nikomu nie odmówił fotki, każdemu wpisał inną dedykację. Na wspólnych treningach poświęcał chwilę uwagi każdemu biegaczowi, nawet przez chwilę nie okazał znużenia pytaniami od nowicjuszy. Ja leciałem obok z kamerką i miałem czas poobserwować uważnie. Żadnej maski, sztucznych amerykańskich uśmiechów nr 5 i 7, zero focha. Z pozoru inny Świat, ale jednak ten sam. Dzięki Scott!

PS. Dwa dni przed spotkaniem ze Scottem leciałem maraton w Eindhoven. Wykręciłem życiówkę, ale „trójki” nie złamałem. 3 godziny, 1 minuta, 8 sekund, haha, było tak blisko, żeby wskoczyć do magicznego maratońskiego klubu posiadaczy „dwójki” z przodu jeszcze w tym roku. Ale na 36.kilometrze biodra i zewnętrzne części ud zaczął zalewać mi beton. Dwukrotnie dopadałem przełamując kryzysy swoją grupę z pacemakerami, czytaj zającami, w tempie po 4:15 per kilo. Ale odpadłem. Wiosna będzie moja! Życiówka Scotta w maratonie klasycznym to 2h 38min. Najpierw potraktowałem ją jak kosmos, ale potem oceniłem ją jak sam Scott – szału nie ma, haha! Mam dla Was 3 książki w moim małym quzie. Bez podpisu Scotta, ale o to przecież możecie postarać się sami. Pytanie jest proste: ile razy Scott zwyciężył w biegu Western States 100? Odpowiedzi cyfrą lub słowem oraz adres co najmniej mailowy zamieszczajcie poniżej, liczy się refleks. Pozdrawiam w biegu!
Komentarze (21)
#Monia
27.10.2012, 19:58

Ja też biegam od kilku lat codziennie rano w słońce i deszcz, po jakimś czasie miałam duże problemy ze stawami, moje mięśnie też nie miały się najlepiej, stosowałam różne specyfiki ale dopiero niedawno odkryłam coś co mi w końcu pomaga . Zaczęłam brać regularne kąpiele w soli bocheńskiej, która umożliwia szybszą regenerację organizmu przy dużym wysiłku fizycznym i uzupełnia mikroelementy w organizmie poprawiając ogólną kondycje.
www.salco.pl

#marek
26.10.2012, 12:57

niezwykła historia zobaczcie!
http://www.darekstrychalski.pl/

#marek
26.10.2012, 12:56

niezwykła historia zobaczcie!
http://www.darekstrychalski.pl/

#Olek
25.10.2012, 09:00

Wygrał 7 razy.

olek(dot)jaworski(at)gmail(dot)com

#eRWu88
24.10.2012, 19:43

Spam jest wynikiem tego, że za każdym razem gdy wpisałem odpowiedź pokazywało mi informację, że przepisany tekst z obrazka jest błędny.
Nie jest to niestety moja wina, tylko systemu, bo jak widać mimo iż niby tekst był błędny to odpowiedzi pojawiły się po jakimś czasie.

#Maciej
24.10.2012, 19:42

Wielki szacunek dla Ciebie Rosół. DO zobaczenia gdzieś na trasie.

#izochronizm
24.10.2012, 18:02

siedem razy [email protected]

#piotrk2683
24.10.2012, 17:56

siedem razy , [email protected]

kasper0
24.10.2012, 17:55

Co prawda byłem/jestem 4 ale w przeciwieństwie do mojego konkurenta nie zrobiłem spamu Pozdrawiam Panie Marcinie

#NikoCFC
24.10.2012, 17:53

Odpowiedź : Siedmiokrotnie, [email protected]

kasper0
24.10.2012, 17:53
#michal
24.10.2012, 17:52
#radziuuuu88
24.10.2012, 17:51
#radziuuuu88
24.10.2012, 17:51
#Marcin
24.10.2012, 17:50
#eRWu88
24.10.2012, 17:50
#eRWu88
24.10.2012, 17:49
kasper0
24.10.2012, 17:49
#eRWu88
24.10.2012, 17:49

7 razy, radziuuuu882o2.pl

#korba
24.10.2012, 17:26

siedem. korbaa(małpa)gmail.com

#Kornel
24.10.2012, 15:44

Siedem razy, [email protected]


SPRAWDŹ TEŻ

14.11.2016, Rafał Nahorny
Komentarze (0)
09.11.2016, Marcin Rosłoń
Komentarze (0)
21.10.2016, Rafał Nahorny
Komentarze (0)
20.10.2016, Marcin Rosłoń
Komentarze (0)
01.09.2016, Rafał Nahorny
Komentarze (0)
31.08.2016, Tomasz Lipiński
Komentarze (0)