CO NOWEGO?

28.07.2018, Małgorzata Sadowska
Sam przeciw wszystkim, czyli "John McEnroe - mistrz doskonałości"
Wyobraźcie sobie transmisję meczu Polska-Senegal nakręconą przez mistrza opowieści o porażkach, Charliego Kaufmana (w ostatniej scenie zacząłby się zapadać stadion, a Lewandowski nie mógłby znaleźć wyjścia z szatni swojego umysłu). Albo zawody w łyżwiarstwie figurowym na lodzie w ujęciu Darrena Aronofsky’ego (nawet lód by się załamał), czy zawody pływackie w obiektywie Agnieszki Smoczyńskiej (w zetknięciu z wodą ciało jednego ze sportowców pokryło by się złotymi łuskami, a on sam wypłynąłby dopiero na peronie Dworca Centralnego). Skoków narciarskich transmitowanych przez Wernera Herzoga nawet nie musimy sobie wyobrażać, w końcu w latach 70. stworzył fantastyczny portret skoczka w "Wielkiej ekstazie snycerza Steinera"

Tak, umieszczona we właściwych rękach kamera, może zamienić nudną relację z olimpiady w melodramat, kino akcji czy film psychologiczny. Dowodzi tego dokumento-esej Juliana Farauta, "John McEnroe - mistrz doskonałości", do którego podchodziłam niechętnie, nie wierząc, że film o przebrzmiałej gwieździe tenisa może zrobić na mnie wrażenie. No i się myliłam. Bo nawet, jeśli rozgrzewka trwa nazbyt długo, to warto ją przeczekać, bo potem zaczyna się coś na kształt thrillera, zakończonego iście westernowym, morderczym pojedynkiem na kortach Rolanda Garrosa (McEnroe kontra Lendl).

Faraut sięga po nakręcone przez Gila de Kermadeca w latach 80. filmy, rejestrujące występy znakomitego tenisisty. Nad materiały edukacyjne, ilustrujące styl McEnroe, przedkłada jednak ścinki, sceny nakręcone pomiędzy meczami, przerwy, minuty oczekiwania, które dowodzą, że tenis w wydaniu Amerykanina był nie tylko mistrzowski technicznie, ale że przede wszystkim była to pasjonująca rozgrywka psychologiczna.

Na nagraniach widzimy wielkiego sportowca zachowującego się, jak rozwydrzony bachor - John McEnroe wścieka się, wygraża sędziom, obraża na publiczność, a operatorów telewizyjnych atakuje rakietą. Przeszkadza mu turkot kamery, irytują go reakcje widzów. Tenisista uważa, sugeruje Faraut, że wszyscy są przeciwko niemu: sędziowie, publika, siatka, nawierzchnia, ekipy telewizyjne, a nawet linie na korcie. Nienawidzi wszystkich, czuje się ofiarą - jak małe dziecko, które nie dostawszy lizaka kopie mamę i tłucze ulubionym misiem o podłogę. Z daleka, ze spokojem, spektaklowi wystawianemu na czerwonej scenie Rolanda Garrosa , przyglądają się rodzice, którzy dla swojego syna chcieli przecież tak niewiele: żeby skończył przyzwoity college i trafił do drużyny grającej o Puchar Daviesa (to tak, jakby wasi rodzice wymagali od was jedynie, byście skończyli studia i zdobyli Broad Peak zimą. "Tyle chyba możesz zrobić dla tatusia i mamusi, którzy wypruwają sobie żyły, byś miał wszystko?").

Wątek rodzinny jest tu zresztą bardzo ciekawie pociągnięty. Zgodnie z tym, co obiecuje tytuł, jest to bowiem film o paradoksach perfekcjonizmu. Z filmu wynika, że McEnroe walczy głównie ze sobą, bo jest własnym największym wrogiem. Nie toleruje porażek, nie ma dla siebie litości. A zarazem potrafi głęboką frustrację i złość - na siebie i świat, który jest przeciw niemu - przekuć w technicznie doskonałego tenisa. W zwycięstwo. Pytanie tylko, czy każde zwycięstwo naprawdę warte jest kosztów, które ponosi perfekcjonista.

Komentarze (0)

SPRAWDŹ TEŻ

31.07.2018, Małgorzata Sadowska
Komentarze (0)
23.07.2018, Małgorzata Sadowska
Komentarze (0)
16.07.2018, Małgorzata Sadowska
Komentarze (0)
30.06.2018, Małgorzata Sadowska
Komentarze (0)
28.06.2018, Małgorzata Sadowska
Komentarze (0)
15.06.2018, Małgorzata Sadowska
Komentarze (0)
30.05.2018, Małgorzata Sadowska
Komentarze (0)
23.05.2018, Małgorzata Sadowska
Komentarze (0)
15.05.2018, Małgorzata Sadowska
Komentarze (0)