CO NOWEGO?

30.05.2018, Małgorzata Sadowska
Nieznośna lekkość, czyli "Song to Song"
“Od piosenki do piosenki, od pocałunku do pocałunku” żyją sobie bohaterowie ostatniego filmu Terrence’a Malicka, przedstawiciele biznesu filmowego i muzycznego, którym życie upływa na pogoni za przyjemnościami. Chodzą, jakby nie dotykali ziemi, zwiewni i eteryczni - a w jednej ze scen reżyser każe im nawet unosić się pod sufitem samolotu, jakby znaleźli się w stanie nieważkości. Lekkość bytu bywa jednak nieznośna - i o tym właśnie jest “Song to Song”.

Jeśli więc nie załapaliście się na procesję z okazji Bożego Ciała, to nic straconego, bo ten film jest jak wyjątkowo intrygujące i urodziwe kazanie. Już od czasu “Drzewa życia” jest bowiem Terrence Malick kronikarzem duchowej pustki Zachodu, tłumaczem Biblii na język kina (przypisem do “Song to Song” może być “Księga Przysłów”) i twórcą idyllicznych obrazów przypominających ilustracje w “Strażnicy”. Nikt równie zażarcie nie upomina się dziś w kinie o duchowość, która paradoksalnie bardzo mocno stawia człowieka na ziemi: oznacza odpowiedzialność, świadomowe przeżywanie, zakotwicza w relacjach, w rodzinie, a przede wszystkim w sobie. „Bawiłam się darem, jakim jest seks – odkrywa więc w filmie Faye (Rooney Mara). – Bawiłam się płomieniem życia”.

Zanim jednak posypie głowę popiołem, zabierze nas w sam środek karnawału, na niekończącą się imprezę. Jesteśmy w Austin w Teksasie (gdzie mieszka sam reżyser), centrum niezależnego kina i niezależnej muzyki, a “Song to Song” na początku buduje ponętną iluzję raju. Nasi bohaterowie: Faye, BV (Ryan Gosling), Cook (Michael Fassbender), Rhonda (Natalie Portman) dryfują pomiędzy przyjęciami, przemierzają niezliczone salony gustownych rezydencji, romansują, wciągają, uprawiają seks, chodzą na koncerty. Jednym z ich rozlicznych przywilejów jest swobodny wstęp na backstage, gdzie mogą napić się wina z Iggym Popem, pogawędzić z Patti Smith, poplumkać na gitarze z The Black Lips, powygłupiać się z Red Hot Chili Peppers (jak Fassbender), tudzież jak Ryan Gosling zagrać razem z Lykke Li przebój Boba Marleya „It Hurts to Be Alone”. Ale postaci takie, jak Pop czy Smith to nie tylko wielkie gwiazdy, ale też żywe dowody ceny, jaką płaci się za życie pod znakiem “sex&drugs&rock’n’roll”. Dawniejsi balangowicze, dzisiejsi prorocy. Ich obecność wydaje się tu bardzo znacząca.

Szczególnie, że ów backstage, na jaki zabiera nas Malick nie oznacza tylko kulis sceny, to także kulisy obwieszonego świecidełkami świata, który kusi nas z okładek kolorowych magazynów, teledysków, artykułów w plotkarskich pismach i na rozmaitych portalach. Iluzja egzystencji, jak z miesięcznika wnętrzarskiego (a swoją drogą zauważyliście, że sesje w tych magazynach często zaludniają duchy? Rozmazane sylwetki, przesuwające się gdzieś pomiędzy włoskimi sofami, stolikami z egzotycznego drewna, lampami za tysiące złotych?) zostaje przez Malicka rozwiana. Marność nad marnościami i wszystko marność, bo co po sofie skoro Faye kocha BV, ale nie rezygnuje z romansu z Cookiem. Cook dał kiedyś wszystko Rhondzie – wszystko z wyjątkiem szacunku, miłości i dziecka. Ci piękni, bogaci ludzie, którym tak zazdrościcie - zdaje się mówić Malick (a dodam, że postacie z elit grają tu również Cate Blanchett czy Bérénice Marlohe, dziewczyna Bonda ze „Skyfall”) rzeczywiście wyglądają jak z reklamy: duchowego ubóstwa.

Żadnego poczucia sensu, żadnego szacunku dla siebie, od którego zaczyna się miłość do innych. Bohaterowie “Song to Song” niezdolni są do zatrzymania się na dłużej przy jednym uczuciu, jednym człowieku, jednej sprawie. Trwonią swój potencjał, gonią za iluzjami miłości po to tylko, by odkryć, że tak naprawdę cały czas od niej uciekają. „Kiedyś myślałam, że lepiej doświadczać czegokolwiek, niż nie doświadczać niczego” - mówi w pewnym momencie Faye i tego też uczy nas Malick: doświadczania tej mocy kina, która nie płynie z wartko toczącej się, pełnej zwrotów akcji. Tu właściwie nie dzieje się nic. A jak wiadomo, choćby dzięki medytacji, że to właśnie nic nie dzianie, pozwala nam ku naszemu zdziwieniu poczuć - i znów Faye - że “mamy duszę”. Amen.

Komentarze (0)

SPRAWDŹ TEŻ

31.07.2018, Małgorzata Sadowska
Komentarze (0)
23.07.2018, Małgorzata Sadowska
Komentarze (0)
16.07.2018, Małgorzata Sadowska
Komentarze (0)
30.06.2018, Małgorzata Sadowska
Komentarze (0)
28.06.2018, Małgorzata Sadowska
Komentarze (0)
15.06.2018, Małgorzata Sadowska
Komentarze (0)
23.05.2018, Małgorzata Sadowska
Komentarze (0)
15.05.2018, Małgorzata Sadowska
Komentarze (0)