CO NOWEGO?

16.07.2018, Małgorzata Sadowska
Niegrzeczne "Godzinki"
“Żyje na świecie wiele kobiet i mężczyzn tak głupich, iż pochopnie wierzą, że skoro się młodą dziewczynę w białą zasłonę ubierze i habit czarny na nią narzuci, zaraz ona kobietą być przestaje i od chuci swoich cielesnych jest uwolniona, tak jakby z wejściem do klasztoru w kamień twardy przemieniła się” - pisał Bocaccio w słynnym “Dekameronie”, w opowieści o “wilku w owczarni”. Ta właśnie historia posłużyła za punkt wyjścia dla “Godzinek”, które swoją premierę miały na Sundance.

Komedia Jeffa Baeny opowiada więc o dziewczynach w przebraniu zakonnic, “chuciach cielesnych” i erotycznych igraszkach w średniowiecznym klasztorze, zamieszkanym przez dziewczyny o jak najbardziej współczesnych manierach (i używające jakże współczesnych przekleństw). Nie spodziewajcie się jednak żadnych obyczajowo-religijnych skandali, ni pornograficznego dzieła wprost z indeksu dzieł zakazanych. Jest uroczo, niewinnie, nieco sprośnie i lekko prowokacyjnie - ale szarganie świętości w “Godzinkach” przypomina raczej ciąganie za brodę świętego Mikołaja przez słodkie pacholę. Baena wpisuje nowelkę z “Dekamerona” w komedię pomyłek, wplątując zakonnice i przybyłego do klasztoru przystojniaka w serię zabawnych incydentów.

To, co najbardziej wywrotowe, to zamiana ról: diabelsko atrakcyjny chłopak, ów “wilk w owczarni”, który rozpala zmysły młodych dziewcząt w habitach, staje się męczennikiem “miłości”, nieustannie napastowanym przez zakonnice. A że - dla własnego bezpieczeństwa, gdyż jest uciekinierem - udaje przy tym niemowę, nie może się na swój los poskarżyć ni głośno zaprotestować, gdy jedna po drugiej wskakują do jego domku, albo gdy wloką go do lasu na sabat czarownic. Baena z humorem i lekkością serwuje nam satyrę na stereotypy, wedle których kobiety dzielą się na zakonnice i wiedźmy; na dziewice i rozpustnice. Te pierwsze powściągają swoje seksualne pragnienia, “w kamień twardy przemieniają się” by zyskać szacunek i akceptację; te drugie zaś, które idą za głosem ciała i w nim odnajdują swoje powołanie, najchętniej paliłoby się na stosie.

Tym samym amerykańskie niezależne kino kazało mi powrócić myślami do kawalerowiczowskiej “Matki Joanny od Aniołów”, filmu, w którym wybuch poddanego represji pożądania równoznaczny jest z “opętaniem”. U Baeny seks nie wiąże się z żadnym dramatem, a gdy wysłannik Kościoła odkrywa zepsucie w samym sercu klasztoru, jego mieszkańcy zachowują się jak uczniowie na dywaniku u dyrektora: heheszki, poszturchiwania, głupie miny. W całej tej historii nie ma bowiem grzechu, nikt nie starszy też karą, ni egzorcyzmami. Hulaj więc ciało, piekła nie ma!

Komentarze (0)

SPRAWDŹ TEŻ

31.07.2018, Małgorzata Sadowska
Komentarze (0)
23.07.2018, Małgorzata Sadowska
Komentarze (0)
30.06.2018, Małgorzata Sadowska
Komentarze (0)
28.06.2018, Małgorzata Sadowska
Komentarze (0)
15.06.2018, Małgorzata Sadowska
Komentarze (0)
30.05.2018, Małgorzata Sadowska
Komentarze (0)
23.05.2018, Małgorzata Sadowska
Komentarze (0)
15.05.2018, Małgorzata Sadowska
Komentarze (0)