CO NOWEGO?

25.06.2018, Małgorzata Sadowska
"Kochając Pabla, nienawidząc Escobara", czyli jak zostać heroiną
Będą nam do tego potrzebne: wystarczająco wysokie szpilki, którymi przejeżdża się po męskich łydkach; rzucające się w oczy stroje, zestaw złotych - jak podzwaniająca na nas biżuteria - myśli do serwowania na każdą okazję (“Lepiej płakać przez faceta w prywatnym jetcie, niż w autobusie”) oraz źle zainwestowane uczucia.

Wszystkim tym dysponuje z nawiązką gwiazda kolumbijskiej telewizji, dziennikarka śledcza Virginia Vallejo (Penélope Cruz), autorka autobiograficzej książki o romansie z bossem narkotykowego kartelu z Medellín, Pablo Escobarem. To właśnie jej twórczość postanowił przenieść na ekran Fernando Léon de Aranoa. Wcale nas to nie dziwi: Escobar stał się tak popularnym bohaterem popkultury (grał go swego czasu Benicio del Toro, a Netflix poświęcił mu serial “Narcos”), że memy z jego zdjęciem (śmiał się na nim do rozpuku) komentowały nawet porażkę polskiej reprezentacji w meczu z Kolumbią. Można nie wiedzieć kim jest Grotowski, ale każde polskie dziecko chce, jak dorośnie, zostać Pablem.

Krzykliwy tytuł filmu sugeruje skrajne emocje, jak z jakiejś opery mydlanej, niechcący jednak ujawnia coś jeszcze innego: fenomen podwójnego widzenia, jaki najwyraźniej stał się udziałem Vallejo. Dlatego “Kochając…” najciekawszy jest w tym, co pomija niż w tym co pokazuje. Grana wyjątkowo ospale przez Cruz dziennikarka poznaje bossa na wielkim przyjęciu w początkach lat 80. Na hacjendzie, po której terenie spacerują słonie (“Podoba im się w Kolumbii!” “Bo nie czytają gazet”) trwa party z okazji założenia kartelu, choć oficjalnie mowa o uczczeniu charytatywnych projektów Escobara (bardzo sprawnie balansujący pomiędzy groteską, a grozą Javier Bardem). Virginia będzie później tłumaczyć z offu, z silnym akcentem (jeden z bardziej idiotycznych pomysłów: by aktorzy mówili po angielsku, z przerysowanym akcentem), że nie zdawała sobie sprawy z prawdziwych źródeł dochodu gospodarza, a rychło i kochanka (a mianuje się dziennikarką śledczą). Dopiero po jakimś czasie dociera do niej, nad stolikiem w drogiej restauracji, gdy boss podsuwa jej nonszalanckim gestem kasetkę zawierającą pewien zaskakujący prezent i opowiada w detalach, jak w jej kraju żołnierze gwałcą kobiety; że wpakowała się w niezłe bagno.

Narzucona przez byłą kochankę Escobara narracja sprowadza się przede wszystkim do wybielania samej dziennikarki, i chyba o to mam największe pretensje do Cruz - że zawierzyła wizerunkowi Vallejo, jaki ta wykreowała. Naprawdę była tak ślepa? Tak głupiutka? Tak niewinna? Tak nieświadoma? Wolałabym już zobaczyć film o kobiecie, która śmiało postanawia: dla pieniędzy, władzy, przywilejów, ambicji, podjąć ryzykowną erotyczną grę; niż oglądać ów spektakl urażonej niewinności.

Niestety, de Aranoa zadowolił się taką interpretacją, i taką rolą. Jego film nie wnosi niczego ani do wiedzy o samym Escobarze (dlaczego zresztą mielibyśmy być jej spragnieni? Czy nie lepiej, idąc tropem Sicario, ukazać mechanizmy rządzące samą “wojną narkotykową”?), ani o powodach, dla jakich kobieta sukcesu decyduje się podjąć flirt z bestią. Ostatecznie koturnowy “Kochając Pabla…” oferuje to samo, co pierwsze z brzegu czytadło: przeskalowane emocje, romans na bogato i pikantną dawkę przemocy. Nie ma tu czego kochać, ani czego nienawidzić.


Komentarze (0)

SPRAWDŹ TEŻ

31.07.2018, Małgorzata Sadowska
Komentarze (0)
23.07.2018, Małgorzata Sadowska
Komentarze (0)
16.07.2018, Małgorzata Sadowska
Komentarze (0)
30.06.2018, Małgorzata Sadowska
Komentarze (0)
28.06.2018, Małgorzata Sadowska
Komentarze (0)
15.06.2018, Małgorzata Sadowska
Komentarze (0)
30.05.2018, Małgorzata Sadowska
Komentarze (0)
23.05.2018, Małgorzata Sadowska
Komentarze (0)
15.05.2018, Małgorzata Sadowska
Komentarze (0)