CO NOWEGO?

15.06.2018, Małgorzata Sadowska
"Dziedzictwo", czyli piekło w spadku
Znam dom, z którego zmarła przed laty osoba nie wyprowadziła się do dzisiaj. Ściany pokoju, w którym mieszkała zdobi fotograficzna dokumentacja jej życia, za szybką regału piętrzy się jej peerelowska ceramika i kryształy; czerwone sztuczne kwiaty na półce, jak kwitły tak kwitną. Osobiście uważam ten pokój za nawiedzony, i za nic w świecie nie mogłabym w nim spać. Ale obecność zmarłego nie sprowadza się tylko do obecności należących do niego rzeczy, których gospodarze nie umieli, bądź nie chcieli się pozbyć. To tylko zewnętrzny wyraz niedokończonej żałoby, niezgody na rozstanie; świadectwo całego spektrum emocji, które nie umierają wraz z odejściem bliskich - w każdym razie tak długo, jak długo utrzymujemy je przy życiu i pozwalamy im sobą kierować.

Może także dlatego “Dziedzictwo” zrobiło na mnie tak piorunujące wrażenie: rozegrane jest bowiem w domu przypominającym makietę, domek dla lalek, którymi manipuluje jakaś potężniejsza siła. Skojarzenie z makietą jest oczywiste i już od pierwszego fenomenalnego ujęcia narzucone przez twórców tego absolutnie genialnego horroru - w końcu główna bohaterka, Annie (film zdecydowanie należy do Toni Colette) jest artystką projektującą dioramy - miniaturowe domki i wnętrza, w których odtwarza traumatyczne wspomnienia i doświadczenia swojego życia. To właściwie zdrowy odruch, bo nie tylko pozwala zdarzeniom z przeszłości nabrać właściwej skali, ale także wyrazić trudne emocje, przejąć nad nimi kontrolę (dosłownie “wziąć sprawy w swoje ręce”), spojrzeć na własne życie z emocjonalnego dystansu. Przypominające z daleka niewinne zabawkowe domki, projekty Annie są naprawdę creepy: przede wszystkim ze względu na rolę, jaką odgrywa w zaaranżowanych w miniaturowych wnętrzach scenkach, matka Annie, Ellen. Początek filmu to dzień jej pogrzebu.

Ale pomijając fakt, że rodzina jest odpowiednio poważna i nieco przygnębiona; nic nie zapowiada szaleństwa, jakie zacznie się tu kręcić już za chwileczkę, już za momencik. Na razie Annie wyznaje mężowi (w roli stoicko spokojnego Steve’a - Gabriel Byrne), że nie czuje wielkiego smutku; nastoletni Peter (Alex Wolff) zapewnia ojca (który podziela jego emocje), że i on nie jest specjalnie przybity. I tylko najmłodsza Charlie (Milly Shapiro - to straszne dziecko będzie mi się śnić po nocach) rzeczywiście ma poczucie straty. “Kto się mną zajmie?” - pyta zaskoczoną matkę.

Niby więc śmierć Ellen, po której zostało kilka pudeł pełnych albumów ze zdjęciami i książek z dziedziny ezoteryki i okultyzmu; nie jest tragedią - a jednak “Dziedzictwu” nieprzypadkowo patronuje wspominany w szkole Petera, Sofokles. Debiutancki film Ariego Astera skonstruowany jest jak tragedia grecka: nad bohaterami ciąży fatum, które rozstrzygnie o losach rodziny - i nikt nie będzie w stanie zapobiec eksplozji koszmaru. Ellen przekazała bowiem swojej córce nie tylko wisiorek z tajemniczym wzorem, ale także własne traumy. Podczas spotkania “anonimowych żałobników” Annie w kilku słowach opisze swoją i matki przeszłość, którą znaczą samobójstwo chorego na schizofrenię brata i głodowa śmierć owładniętego paranoją ojca. Artystka zamyka urazy w swoich dioramach, tak, by jej własna rodzina pozostała nietknięta przez demony przeszłości. Te jednak, nie przepracowane, przechowywane niczym dżin w ciasnej butelce, dają o sobie znać na wiele sposobów i w gruncie rzeczy kierują życiem Annie, wpływając na jej dzieci. Fenomenalnie chwyta przy okazji reżyser ambiwalencję rodzinnych relacji, gdzie bezwarunkowa miłość podszyta bywa niechęcią, wrogością, niezrozumieniem i całym mnóstwem negatywnych emocji. Da się jednocześnie kochać swoich bliskich i pragnąć zarazem, żeby zniknęli - straszna myśl, a jednak możliwa do pomyślenia.

Na pewnym poziomie jest więc film Astera zbiegającą się z najnowszymi odkryciami naukowców, opowieścią o dziedziczeniu traum, urazów i po prostu: chorób psychicznych. W pewnym momencie nie wiadomo już, czy to, co widzimy na ekranie dzieje się naprawdę, czy może dramatyczne przeżycia uruchomiły uśpioną paranoję w umyśle Annie, bądź jej syna; że to szaleństwo pisze tu scenariusz.

Ale przebogate, zniuansowane, obfitujące w znaczące detale (w tym filmie “diabeł tkwi w szczegółach” - napisał recenzent “Variety”) “Dziedzictwo” można także oglądać jako opowieść o żałobie. To amerykańska dziennikarka i pisarka, Joan Didion, której śmierć w krótkim czasie odebrała męża i córkę; w książce o stracie męża (nie wiedząc wtedy, że umrze także jej dziecko) pisała o żałobie, jako obłąkaniu; całkowitej utracie rozumu, przejawiającej się choćby w przekonaniu, że mąż zaraz wróci i będzie potrzebował butów. “Nic, co czytałam o żałobie nie oddaje precyzyjnie tego stanu szaleństwa” - zanotowała Didion. Kto wie, czy nie czyni tego właśnie “Dziedzictwo”, w którym na przykład ucięta ptasia główka zapowiada dekapitację jakiejś osoby (powracający motyw utraconej głowy jest tu zresztą znaczący). U Astera żałoba i poczucie winy rozsadzają rodzinę, uruchamiając spiralę obłędu, z jego obsesją znaków, słyszeniem głosów, nagłym podmuchem przebiegającym po twarzy, wiarą w duchy, strychem pełnym wypartych pragnień i lęków, sunącą po meblach ektoplazmą i szklanką ruszającą się na stole.

To stan, w którym rzucona za dnia na krzesło kurtka, nocą przybiera kształt skulonej na tym krześle osoby; zaś każdy cień kryje zarys twarzy. Owa aura niesamowitości i grozy została tu zresztą mistrzowsko wykreowana. Nawiązujący do “Nie oglądaj się teraz” (postać okultystki Joan!), “Dziecka Rosemary” i “Lśnienia”; film Astera przeraża i nie obiecuje konsolacji, nie łagodzi bólu pigułką happy endu. Jest w tym zaskakująco podobny do “Manchester by the Sea”, choć to przecież zupełnie inny gatunek. Zrywając z rolą popkulturowego coacha i z łatwym pocieszeniem, amerykańskie kino robi się coraz ciekawsze. Nie da się dłużej udawać, że wszystko będzie dobrze. Nie będzie, zanim nie pozwolimy odejść duchom przeszłości, wpierw uczciwie się z nimi rozliczywszy. Pora pozbyć się spadku po zmarłych. Pora się pożegnać.
Komentarze (0)

SPRAWDŹ TEŻ

31.07.2018, Małgorzata Sadowska
Komentarze (0)
23.07.2018, Małgorzata Sadowska
Komentarze (0)
16.07.2018, Małgorzata Sadowska
Komentarze (0)
30.06.2018, Małgorzata Sadowska
Komentarze (0)
28.06.2018, Małgorzata Sadowska
Komentarze (0)
30.05.2018, Małgorzata Sadowska
Komentarze (0)
23.05.2018, Małgorzata Sadowska
Komentarze (0)
15.05.2018, Małgorzata Sadowska
Komentarze (0)