CO NOWEGO?

01.09.2016, Rafał Nahorny
Przypomniał mi się De Gea
Do zamknięcia transferowego okna nie dotrwałem. Wyłączyłem komputer, przeczytałem rozdział „Domofonu”, thrillera Zygmunta Miłoszewskiego, i przed północą poszedłem spać. Głowę do poduszki przykładałem w dobrym humorze - podekscytowany książkowymi perypetiami mieszkańców bloku na warszawskim Bródnie, ale także newsem o przeprowadzce „last minute” Kamila Grosickiego - z Rennes do Burnley. Skąd mogłem wiedzieć, że obudzę się w nowej piłkarskiej rzeczywistości…

Gdy rano w „Trójce” prezenter czytał wiadomości sportowe, informując o wynikach tenisowych nocnych pojedynków US Open, zapowiadając mecz Polaków ze Słowenią w hokeju na lodzie i uroczyste pożegnanie z kadrą siatkarzy Pawła Zagumnego, a nie wspomniał słowem o ostatnim dniu futbolowych transferów, pomyślałem, że pewnie szczegółowo omówił go w serwisie godzinę wcześniej. Wkrótce jednak odpaliłem laptopa i zobaczyłem zdjęcia. Nasz skrzydłowy wyglądał na nich jak z krzyża zdjęty… Przypomniał mi się David de Gea, który rok wcześniej już witał się z Realem Madryt, a musiał zostać w Manchesterze United (wiem, wiem, Turf Moor, to nie Santiago Bernabeu, ale rozczarowanie zawodnika takie samo, a może i większe). I wiedziałem już, że Kamil przynajmniej kolejne pół roku spędzi w Ligue1, a nie wymarzonej Premier League.

Kilka dni wcześniej polscy bramkarze Artur Boruc oraz Łukasz Fabiański w meczach angielskiej ekstraklasy obronili rzuty karne. I to wcale nie dlatego, że ich wykonawcy (Yohan Cabaye i Riyad Mahrez!) strzelali wyjątkowo słabo, bo nawet brytyjskie media pisały o fantastycznych paradach dwóch „Big Poles”. Wydawało się więc, że obie te skuteczne interwencje można potraktować nie tylko jako świetną reklamę polskiej piłki, ale także dobry prognostyk przed końcówką letniego transferowego szaleństwa. Już wiadomo, że Boruc z Fabiańskim nie mieli szans, by pomóc Grosickiemu, bo na przeszkodzie stanęły pieniądze. Bo Francuzi żądali za dużo, bo Anglicy płacili za mało.

To już 25. sezon angielskiej Premier League. Polscy zawodnicy z pola zawsze mieli tu pod górkę. Nie zmienia tej opinii gol Roberta Warzychy, strzelony dla Evertonu (z Manchesterem Utd na Old Trafford w sierpniu 1992 r.) w premierowym sezonie. Grali tu także: Zbigniew Kruszyński, Dariusz Kubicki (polski rekordzista - nie licząc bramkarzy - pod względem liczby „last minute” występów w PR, bo w Aston Villi i Sunderlandzie wystąpił w 31 meczach), Piotr Świerczewski, Grzegorz Rasiak, Emmanuel Olisadebe, Euzebiusz Smolarek, Jarosław Fojut i Marcin Wasilewski (też strzelił gola na Old Trafford). Do odniesienia sukcesu zawsze czegoś brakowało. Niestety, częściej brakowało więcej niż mniej…

Pamiętam, jak Rasiak strzelił gola w meczu Tottenhamu z Liverpoolem. Po uderzeniu piłki głową, po rzucie rożnym. Ale sędzia asystent zauważył, że piłka, lecąc z narożnika boiska w pole karne, przekroczyła w powietrzu linię końcową i arbiter główny bramki nie uznał. Obiecująco – naprawdę - wyglądał 45-minutowy debiut Świerczewskiego w Birmingham City (z Chelsea), ale… drugiej szansy Polak już nie dostał. Opowiadał mi też kiedyś Kubicki, który przygodę z Aston Villą zaczął w niezłym stylu, że szansę na grę w podstawowym składzie stracił, gdy klub kupił Earla Barretta. Ówczesny menedżer „The Villans”, Ron Atkinson bąknął nawet Polakowi „sorry”, dodając, że Barrett grać musi, bo to reprezentant Anglii i kosztował dwa miliony funtów, a „Kuba” tylko 200 tysięcy…

W środę wieczorem zastanawiałem się, czy „Grosik” zadebiutuje w meczu z Hull City, czy dopiero z Arsenalem. Od czwartku znów myślę o debiucie Bartosza Kapustki. Z Liverpoolem na Anfield, czy z FC Brugge w Lidze Mistrzów? A może dopiero 20 września z Chelsea w Pucharze Ligi? Mogę poczekać, jestem cierpliwy. Byle tylko po debiucie były jeszcze mecze – drugi, trzeci i… dwudziesty czwarty.
Komentarze (0)

SPRAWDŹ TEŻ

14.11.2016, Rafał Nahorny
Komentarze (0)
09.11.2016, Marcin Rosłoń
Komentarze (0)
21.10.2016, Rafał Nahorny
Komentarze (0)
20.10.2016, Marcin Rosłoń
Komentarze (0)
31.08.2016, Tomasz Lipiński
Komentarze (0)
18.08.2016, Marcin Rosłoń
Komentarze (0)