CO NOWEGO?

14.11.2016, Rafał Nahorny
Na oczach Dalglisha
Nie ma znaczenia, ile goli tracisz. Ważne, że zdobywasz w meczu przynajmniej jednego więcej niż rywale. Wystarczy spojrzeć na tabelę Premier League, a odechce się dyskusji na ten temat. Gdyby wziąć bowiem pod uwagę tylko liczbę straconych bramek, to Liverpool byłby w lidze dopiero dziewiąty. Ale ponieważ „The Reds” strzelają jak najęci, więc piłkarze z Anfield odnoszą kolejne zwycięstwa i -- po raz pierwszy za kadencji Juergena Kloppa -- mogą cieszyć się z liderowania w angielskiej ekstraklasie. Czy jednak punkt przewagi nad Chelsea, lub dwa oczka nad Manchesterem City i Arsenalem, zaledwie po 11 kolejkach, to wystarczający powód, by widzieć w liverpoolczykach faworyta w walce o mistrzostwo Anglii?

Tłok w czołówce Premier League panuje taki, jak w Warszawie na Marszałkowskiej w godzinach szczytu. Jeden fałszywy ruch i gaśnie silnik, a kolejny to już stłuczka. Rywale w tym czasie uciekają, a ty stoisz miejscu, czyli…lecisz w dół. Jak na przykład pierwszy lider w tym sezonie, Manchester United. Ale spróbujcie dziś skreślić z listy kandydatów do tytułu szóste w tabeli „Czerwone Diabły”, to Jose Mourinho, nawet bez pomocy Zlatana Ibrahimovicia, zabije was wzrokiem. Najlepiej więc odłączyć się od reszty stawki, a poczynania grupy pościgowej obserwować z bezpiecznej odległości. Wiśta wio, łatwo powiedzieć…

W trakcie ligowych meczów rozgrywanych na Anfield realizator często pokazuje Kenny’ego Dalglisha, menedżera, z którym „The Reds” po raz ostatni zdobywali mistrzostwo. A na tytuł Liverpool czeka od 1990 roku. Szmat czasu, ponad ćwierć wieku temu. Czy tak długa tęsknota oraz obecność na trybunach legendarnego zawodnika i szkoleniowca mogą być atutem w walce o powrót na angielski tron?
Dwa i pół sezonu temu drużynie dowodzonej wtedy przez Brendana Rodgersa, tej ze Stevenem Gerrardem i Luisem Suarezem, tytuł na ostatniej prostej sprzątnął sprzed nosa Manchester City. Teraz, gdy liga nie dobiła nie nawet do półmetka, Klopp tonuje więc nastroje. Mówi, że Liverpool na razie chce wygrywać i zdobywać punkty, nie zaprzątając sobie głowy tym, do czego te punkty wystarczą w drugiej połowie maja.

Z przodu wszystko wygląda imponująco. Bo już dziesięciu zawodników zdobywało bramki w lidze (żaden inny zespół nie ma tak długiej listy strzelców!). Tercet w składzie Philippe Coutinho – Roberto Firmino – Sadio Mane, który często, z pomocą Adama Lallany, zamienia się w kwartet, bywa nie do zatrzymania. A przecież w lidze nie zaczął jeszcze naciskać na spust Daniel Sturridge, który na razie celnie strzela tylko w pucharach i reprezentacji. Snajperzy z Anfield mogą też liczyć na bliską ideału asekurację ze strony Jordana Hendersona, Emre Cana i Georginho Wijnalduma. Kłopoty zaczynają się wtedy, gdy rywale – mimo tych zasieków – znajdą się pod bramką „The Reds”. Bo boczni obrońcy, Nathaniel Clyne i James Milner, znakomici we wspieraniu ofensywy, już w defensywie tak znakomici nie są.
Przeciwnik może przedrzeć się także środkiem, bo Joel Matip wciąż uczy się Premier League, a Dejan Lovren, choć z każdym sezonem lepszy, to nadal popełnia za dużo błędów.

Najmniejsze zaufanie jednak – w kontekście mistrzowskich aspiracji – wzbudzają, przynajmniej na razie, obaj bramkarze. Świetnego na linii, ale przeciętnego na przedpolu Simona Mignoleta posadził Klopp na ławce rezerwowych. Teraz bowiem menedżer stawia na swojego rodaka Lorisa Kariusa, który – tak jak Claudio Bravo w Manchesterze City – przekonuje się, że bronienie dostępu do bramki w Premier League różni się znacznie od tego w Bundeslidze czy Primera Division.

Klopp zna zalety i wady swoich piłkarzy lepiej od kibiców i dziennikarzy. Dostrzega mankamenty w grze podopiecznych, zdaje sobie sprawę z tego, co wymaga gruntownej poprawy, a co tylko udoskonalenia. Wie również, że mistrzostwa nie zdobywa się w listopadzie i dlatego ma świadomość, że po 38 kolejkach Liverpool może być w tabeli pierwszy, ale także… dopiero szósty.
Komentarze (0)

SPRAWDŹ TEŻ

09.11.2016, Marcin Rosłoń
Komentarze (0)
21.10.2016, Rafał Nahorny
Komentarze (0)
20.10.2016, Marcin Rosłoń
Komentarze (0)
01.09.2016, Rafał Nahorny
Komentarze (0)
31.08.2016, Tomasz Lipiński
Komentarze (0)
18.08.2016, Marcin Rosłoń
Komentarze (0)