CO NOWEGO?

20.10.2016, Marcin Rosłoń
Mistrzowie kontrastów
Za Legią kolejny mecz w Lidze Mistrzów. Wyjątkowy, bo z Realem Madryt na Santiago Bernabeu. Unikatowy, bo z pierwszym od dwóch dekad golem polskiego klubu w europejskiej elicie. Co poza tym? Ostre manto od wyluzowanego i bałaganiarskiego zespołu Zinedine’a Zidane’a. Legia przeżywa od wakacji dwa stany: ekscytację i ból. To trochę jak w dzieciństwie, gdy zrywało się z domu na najwyższą osiedlową górkę albo szkolne boisko po drugiej stronie ulicy, zjeżdżało na sankach albo grało zacięty mecz o mistrzostwo świata i okolic, spóźniało się do domu o bagatela trzy godziny, a potem dostawało pasem po tyłku. Z euforii błyskawicznie przechodziło się w stan zapalny czterech liter. Zamykało się w pokoju i pozostawało w ciszy z pytaniem, na które była tylko jedna odpowiedź: „Czy było warto?”

Legia jak nigdy łączy prawie wszystkich kibiców w całej Polsce. Oczywiście z przymrużeniem oka i na zasadzie kontrastu. Można sobie na nią do woli ponarzekać, mieć z niej bekę, że straciła już 13 goli i zbiera lanie od każdego grupowego rywala, że może stać się najsłabszą drużyną w historii Champions League, że w kiepskim stylu wcisnęła się do Ligi Mistrzów, że z Królewskimi za wybryki zagra, zamiast meczu 100-lecia, smutny „sparing” w bezdusznej ciszy, przerywanej podpowiedziami piłkarzy i trenerów, głosem spikera i przekleństwami po nieudanych zagraniach. Prawdziwy mecz dla koneserów futbolu. Legia jest bezbronna i choć miewa przebłyski lepszej gry, to ogólna ocena nie da jej promocji do następnej klasy, ani nawet cienia szansy na poprawkę w Lidze Europy. Można więc śmiało wrzucać o Legii kolejne zabawne memy, z których śmieją się sami jej fani. Legia gwarantuje bowiem Polakom rozrywkę jakiej dawno nie było. Potrwa to w dodatku całe pół roku, a nie jak wcześniejsze kolejne wpadki polskich mistrzów w eliminacjach Ligi Mistrzów. Chwila szumu, rozczarowania, medialnej jazdy i show must go on. Tutaj można bawić się dłużej. Kibice Legii odpierają ataki adwersarzy, wielu moich znajomych, zdeklarowanych Legionistów, przy okazji dobrze się bawi, bo po prostu wyluzowali.

Legia przeżywa katusze także w naszej ekstraklasie. Jest dwubiegunowa – potrafi zagrać koncert jak z Lechią, ale częściej obija się o drugą bandę. Nikt nie wie, czego się po niej spodziewać. Czy będą szkolne błędy, kolejne rozczarowanie, a może znów zwycięży nadzieja, że wyzdrowieje Michał Pazdan lub kolejny dzień konia zaliczy Arek Malarz? Napięta sytuacja pomiędzy właścicielami w klubie dodatkowo rozpala żar w piecu. Chyba gorzej być nie może. Legia wypada słabo na wszystkich frontach, nawet z jednego już została wykurzona przez Górnik Zabrze w Pucharze Polski. I bądź tu bracie mądry? Grać w Lidze Mistrzów to marzenie każdego piłkarza i każdego klubu. Dostawać baty na każdym kroku już mniej, ale co zrobić? Położyć się i nie walczyć? Zrezygnować? A co z ekstraklasą? Uda się nadrobić straty po podzieleniu punktów? Najpierw trzeba być w grupie mistrzowskiej. Znów skrajności. Nimi utkane teraz całe życie klubu z Łazienkowskiej.

Na drugim biegunie są wierni kibice, którzy mają płonne nadzieje, że na Bernabeu padnie remis, że od najbliższej kolejki ligowej Legia odpali rakietę i wystartuje w kosmos. Które to już będzie końcowe odliczanie? Ile razy pojawił się już napis: game over? Ile Legia ma jeszcze żyć? Teraz czas na hit ekstraklasy. Legia kontra Lech. Kolejorz może Legię pogrążyć, ale z podobnym nastawieniem przyjechała na Ł3 Lechia. A Legia zachwyciła niespodziewaną jakością. Stąd ta niepewność, która tak efektownie buduje napięcie wśród wszystkich kibiców ekstraklasy przed rywalizacją naszych ostatnich mistrzów Polski. No bo jak przewidzieć formę, czy choćby skład Legii na najbliższe spotkanie? Czy Jacek Magiera wyjdzie z Miroslavem Radoviciem na szpicy, czy ustawi Serba za plecami Nemanji Nikolicia? Czy Kuba Rzeźniczak wyczerpał już limit wpadek? Czy Arkadiusz Malarz będzie miał w końcu słabszy dzień? Bo na Santiago Bernabeu Królewscy strzelali po prostu trochę inaczej, częściej, precyzyjniej, z pomysłem, nie na siłę. Inna piłkarska bajka.

Na pewno to nie jest stracony, niepotrzebny czas. Trzeba się uczyć, bo jest od kogo. Niełatwo jechać na mecz, który najprawdopodobniej się przegra. Ale te porażki w Lidze Mistrzów nie siedzą tak długo w piłkarzach jak potknięcia w Niecieczy, Szczecinie, Lublinie. Wszyscy w Legii mają świadomość, my też, że różnica sportowa, organizacyjna i dystans do Realu, Sportingu i BVB są kolosalne. Przynajmniej wiadomo co trzeba nadrabiać. Kolejnymi sezonami, okienkami transferowymi, inwestycjami, codzienną pracą. I nie ma jednej odpowiedzi, każdy ma swój pogląd na ten temat. Jak z piłkarzami reprezentacji Polski, którzy przesadnie balowali na ostatnim zgrupowaniu kadry. Nie ma jednego winnego, bo ktoś na ten nadmierny, źle pojmowany luz pozwolił, przymknął raz i drugi oko, jakiś czas temu odpuścił, żeby była atmosfera, a z nią wyniki. I choć atmosfera się lekko skwasiła, to wyniki nadal są. Tylko czy wciąż będą po rozlaniu się piwa? Teraz każde niepowodzenie i krytyka po nim, będą bolały wszystkich dwa razy mocniej. Ale wiemy jak to jest z dużymi chłopakami: dasz palec, stracisz serce. Bo przecież zawsze pojawią się argumenty, że „pić to trza umić”, bez kobiet ani rusz, a granie w karty przydaje się do logicznego myślenia na boisku. I nie wiadomo czy lepsze jest wyciąganie brudów po sukcesach, czy po wpadkach. Dlaczego w ogóle o nich wiemy? Nigdy nie ma na takie hece dobrej chwili. Jedno jest pewne. Za grzechy zaniechania, wcześniej czy później, zawsze płaci się słono.

Mecz z Realem zostanie w kolekcji piłkarzy Legii na zawsze, a każdy z nas będzie mógł go wspominać jak zechce. Szaleństwa piłkarzy Adama Nawałki przyćmiewa szalone zwycięstwo nad Armenią i szczęście, które sprzyja lepszym, a którego przez dekady zwyczajnie zazdrościliśmy innym. Dlatego trzeba cieszyć się z małych rzeczy, nawet jak tyłek boli, męczy kac i głowa trochę puchnie. Trzeba więc chwytać chwilę. Taką będzie sobotni szlagier Lotto Ekstraklasy. Legia – Lech, brzmi naprawdę nieźle!

Marcin Rosłoń, komentator sportowy nc+
Komentarze (0)

SPRAWDŹ TEŻ

14.11.2016, Rafał Nahorny
Komentarze (0)
09.11.2016, Marcin Rosłoń
Komentarze (0)
21.10.2016, Rafał Nahorny
Komentarze (0)
01.09.2016, Rafał Nahorny
Komentarze (0)
31.08.2016, Tomasz Lipiński
Komentarze (0)
18.08.2016, Marcin Rosłoń
Komentarze (0)