CO NOWEGO?

03.06.2016, Rafał Nahorny
Albo medal, albo łomot
Spośród uczestników finałów Euro 2016 tylko reprezentacja Anglii ma w składzie piłkarzy, którzy grają w jednej, tej samej lidze. Selekcjoner Roy Hodgson wybierał bowiem zawodników wyłącznie z rodzimej Premier League. Trzeci bramkarz Tom Heaton? Owszem, jeszcze w kwietniu grał w Championship, ale przecież ostatnie powołanie do kadry dostał już po awansie swojego Burnley do ekstraklasy.

Anglicy we francuskich finałach będą też mieli najmłodszy zespół, jedyny ze średnią wieku poniżej 26 lat, z siedmioma piłkarzami jeszcze przed 23. urodzinami, oraz absolutnym żółtodzióbem, czyli 18-letnim Marcusem Rashfordem. Tylko że młodość i występy w jednej z dwóch czy trzech najsilniejszych lig świata nie gwarantują jeszcze sukcesu w mistrzostwach Europy.

W tym roku mija dokładnie pół wieku od zaledwie jedynego w historii triumfu Anglii w turnieju rangi mistrzostw świata czy Europy, więc już choćby z tego powodu trudno podopiecznych Hodgsona wymieniać w gronie największych faworytów czerwcowo-lipcowego czempionatu. W porównaniu z brazylijskim mundialem sprzed dwóch lat, w którym Anglicy nie wyszli nawet z grupy, w zespole zabraknie dwóch wielkich gwiazd – Stevena Gerrarda i Franka Lamparda. Obaj zakończyli reprezentacyjne kariery, a ich druh, dziś kapitan, Wayne Rooney od tamtej pory nieco się zestarzał (choć zdążył w tym czasie pobić strzelecki rekord sir Bobby’ego Charltona i zostać najskuteczniejszym piłkarzem w historii narodowego zespołu). To też jednak nie jest powód, by bez wahania skreślać Anglię z grona kandydatów do jednego z medali.

Za drużyną z Wysp przemawiają w cuglach (bez straty punktu!) wygrane eliminacje, a także ostatnie trzy zwycięstwa w towarzyskich meczach (nad Turcją, Australią i Portugalią, wcześniej w marcu Anglia pokonała na wyjeździe także Niemcy), co z pewnością ma ogromny wpływ na morale zespołu i wzrost poziomu wiary we własne umiejętności. Z kolei w trakcie sezonu wyróżniający się w Premier League piłkarze, tacy jak Harry Kane, Jamie Vardy czy Deli Alli zdążyli już udowodnić, że przeskok z ligi do reprezentacji nie stanowi dla nich problemu, więc na euro trząść się jak osika nie powinni.

Z różnych powodów do Francji nie pojadą Luke Shaw, Phil Jagielka, Andy Carroll, Leighton Baines, Fabien Delph, Danny Drinkwater, Andros Townsend i Michael Carrick, ale ich nieobecność w żaden sposób nie usprawiedliwi ewentualnej porażki na Euro. Niektórzy nich z nie zdążyli się wyleczyć na czas, inni zaś albo nie trafili z formą lub nie znaleźli uznania w oczach selekcjonera, któremu zwraca się głównie uwagę na to, że tylko za zasługi powołał do kadry rekonwalescenta Jacka Wilshere’a, i że zabiera do Francji zaledwie trzech środkowych obrońców. Bo nawet, jeśli zamierzasz głównie atakować, to o defensywie zapominać nie powinieneś...

Mimo wszystko uważam, kibicując – rzecz jasna – w pierwszej kolejności biało-czerwonym, a dopiero potem Anglii i reszcie Wyspiarzy (także Islandii!), że sukces piłkarzy Hodsona w większej mierze zależeć będzie od dyspozycji Rooneya, Kane’a, Vardy’ego, Daniela Sturride’a i Rashforda, niż bramkarza Joe Harta i grających przed nim obrońców.





Komentarze (0)

SPRAWDŹ TEŻ

14.11.2016, Rafał Nahorny
Komentarze (0)
09.11.2016, Marcin Rosłoń
Komentarze (0)
21.10.2016, Rafał Nahorny
Komentarze (0)
20.10.2016, Marcin Rosłoń
Komentarze (0)
01.09.2016, Rafał Nahorny
Komentarze (0)
31.08.2016, Tomasz Lipiński
Komentarze (0)