Kategoria: NBA

NBA Playoffs: Konferencja Wschodnia

wt 18 kwietnia 2017

Wojciech Michałowicz, ekspert NBA, tym razem przedstawia cztery rywalizacje w pierwszej rundzie NBA Playoffs w Eastern Conference. Kto zdaniem naszego komentatora zagra w półfinałach Konferencji Wschodniej?

Boston Celtics (1) - Chicago Bulls (8)


Dawno się nie zdarzyło - do tego ledwie kilka razy w całej historii, by pierwszą siłą wschodniej połowy NBA został zespół, z taka skromną liczbą wygranych, jak bostończycy i któremu do tego stopnia, w zajęciu tej najwyższej pozycji, pomogłyby inne zespoły. Oddajmy jednak Celtom co należne. Ścigali rywali z Cleveland od wielu tygodni i wyprzedzali ich już w marcu. Mają zespół stworzony na play offs. Uniwersalny, wielopozycyjny, agresywny i świetnie grający atak z obrony. Dysponują też najlepiej punktującym w historii zawodowej koszykówki graczem, o aż tak skromnych warunkach fizycznych, jak Isaiah Thomas. Jeśli ich rywalom z Chicago, którzy rzutem na taśmę zapewnili sobie ostatnią z premiowanych awansem lokatę - stawiając z konieczności na mistrza z Celtami z 2008 roku Rajona Rondo - uda się zastopować (zwłaszcza w czwartych kwartach) niezrównanego mikrocombo z Bostonu, może zdarzyć się pierwszy raz w dziejach, że Bulls wreszcie będą górą w play offs nad Celtics

Cleveland Cavaliers (2) - Indiana Pacers (7)


Na finiszu sezonu zasadniczego obrońcy tytułu ze stanu Ohio dalecy byli od mistrzowskiej formy. Ale może fakt, że utracili prymat na wschodzie i natknęli się na aż tak wiele turbulencji, stanowił niezbędną dla nich terapię szokową. Cel Kawalerii pozostaje niezmienny: drugie z rzędu mistrzostwo (co w ostatnich 10 latach udało się jednak tylko LA Lakers i Miami Heat) i dopóki mają pokonującego kolejne bariery statystyczne LeBrona, mogą mu zapewnić co najmniej aż siódmy z rzędu finał z jego udziałem. Tym bardziej, że pierwszą przeszkodę na ich drodze są Pacers, którzy potrafili w tym sezonie wygrać tylko raz z Cavaliers - jedynie wtedy, gdy zabrakło LBJ. W trzech pozostałych starciach zespół z Indianapolis nie był w stanie zastopować Jamesa, notującego średnio ponad 32 punkty. Koszykarze z Indy bardzo też pasują mistrzom 2016 względem powolnego rytmu gry. Są też zdecydowanie najgorszą ekipą na wyjazdach, spośród szesnastki uczestników tegorocznego play offs.

Toronto Raptors (3) - Milwaukee Bucks (6)


Jedyna kanadyjska drużyna NBA to już marka, nie tylko dlatego, że w drugim z rzędu sezonie Raps potrafili wygrać ponad 50 meczów. Może nawet są mocarniejsi niż w poprzednich, rekordowych dla nich rozgrywkach (gdy dotarli do finału wschodu), gdyż w tylu meczach musieli obyć się bez charyzmatycznego Kyle Lowry'ego. Akcje ekipy z Toronto zwyżkują z trzech powodów: gwiazdorski status osiągnął łowca punktów DeMarre DeRozan, wzmocnili ich świetni defensorzy Serge Ibaka i PJ Tucker, wreszcie godzą atak z obroną równie doskonale, jak w całej lidze jeszcze tylko Warriors i Spurs. Ich rywali z Milwaukee nie należy jednak z miejsca spisywać na straty, bo idealnie spełniają warunki, by być czarnym koniem. Bucks nie wygrali serii w play offs od 16 lat i na dodatek przegrali ich aż siedem kolejnych. Jednak już samo to, jak odrodzili się jako zespół po stracie Jabariego Parkera - zapewniając sobie aż 6. lokatę, oraz jak eksplodował talent Giannisa Antetokounmpo, musi wzbudzać respekt.

Washington Wizards (4) - Atlanta Hawks (5)


Najważniejsze jest, by po najlepszym w 20-leciu pod nazwą Czarodziejów sezonie, drużynie ze stolicy USA nadal dopisywało zdrowie oraz by w play offs młodzi liderzy mieli równie doskonałą synergię ataku i obrony, jak w rewelacyjnych dla nich styczniu i lutym. Jeśli Wizz znów będą potrafili czarować jak wtedy, ich morderczo podkoszowy basket szybkościowy może sprawić, że mogą być rewelacją także play offs. Konkurenci z Atlanty stanowią dla nich wprost idealne wyzwanie. Nawet o charakterze doskonalącym i mobilizującym. Hawks są bowiem niemal zaprzeczenie stylu gry zespołu z Waszyngtonu. To spece od gry kontrolowanej, przemyślanej, wyrachowanej. Istni Spurs konferencji wschodniej. Na szczęście dla Wizards, pozbawieni 3-punktowej broni. Jednak równie niezłomni, a może nawet lepsi w odrabianiu strat. Ta seria, to też szczególna okazja, by imponująco stabilny przez minionych omal 6 miesięcy Marcin Gortat wyszedł z cienia swego Big Brothera - Dwighta Howarda.

Zobacz plan transmisji NBA