Spotkania zespołów z Merseyside należą do najsłynniejszych derbowych pojedynków w Europie. We wczesne sobotnie popołudnie kluby z Liverpoolu spotkają się na Anfield Road. (Fot. www.newspix.pl)
Nie będzie to starcie europejskich gigantów, za jakie niewątpliwie możemy uznawać planowane na
niedzielę derby Londynu pomiędzy Chelsea a Liverpoolem i jakim już wkrótce mogą stać się mecze
zespołów z Manchesteru. A jednak - przynajmniej patrząc przez pryzmat tradycji - to derby
Merseyside należy uznać za najważniejsze tego typu spotkanie w Anglii. Dość powiedzieć, że kluby
z miasta Beatlesów w sumie zdobyły 27 tytułów mistrzowskich, więcej niż zespoły z Manchesteru (20)
czy Londynu (18). Mieszkańcy Liverpoolu jako jedyni mogą poszczycić się dwoma zespołami
mającymi na koncie przynajmniej cztery tytuły mistrzowskie. Mniej utytułowany Everton z
dziewięcioma zwycięstwami w lidze na koncie zdecydowanie góruje nad Chelsea (3 tytuły),
Manchesterem City czy Tottenhamem (po 2 mistrzostwa).
Przez długie miesiące obecnego sezonu obie drużyny z Liverpoolu graly znacznie poniżej
oczekiwań, w niczym nie nawiązując do swojej dumnej historii. Znacznie wyżej notowani
podopieczni Rafaela Beniteza jesienią zdążyli zanotować passę dziesięciu meczów z jedną tylko
wygraną (paradoksalnie The Reds w tym okresie ograli Manchester United) i odpaść z Ligi Mistrzów
w fazie grupowej, a wkrótce po Nowym Roku pożegnali się z Pucharem Anglii po kompromitującej
porażce z Reading. Pod koniec listopada to właśnie derbowe zwycięstwo z Evertonem na Goodison
Park wydawało się punktem zwrotnym trudnego dla Liverpoolu sezonu, jednak przewidywania się
nie sprawdziły. Ostatnio jednak Gerrard i spółka zaliczyli passę sześciu meczów bez porażki, a
czwarte miejsce wciąż jest jak najbardziej w ich zasięgu. Awans do eliminacji Ligi Mistrzów to
jedyne, na co stać jeszcze w tych rozgrywkach nie tak dawnych pretendentów do tytułu.
Derby na Goodison Park, wygrane 2:0 przez The Reds, nieoczekiwanie oznaczały początek lepszej
passy dla Evertonu. Wcześniej The Toffees prześladowani przez plagę kontuzji spisywali się w lidze
znacznie poniżej oczekiwań, a w rozgrywkach Ligi Europejskiej zostali rozgromieni przez Benficę.
Tymczasem porażka z lokalnym rywalem była jak dotąd ostatnią ligową przegraną podopiecznych
Davida Moyesa. W kolejnych dziewięciu meczach piłkarze w niebieskich koszulkach nie zaznali
goryczy porażki, a w międzyczasie zdołali urwać punkty min Arsenalowi i Chelsea. Dobra seria
pozwoliła im awansować do górnej polowy tabeli, a niektórzy eksperci wierzą nawet, że Everton
rzutem na taśmę powalczy o start w pucharach.
Pod nieobecność kontuzjowanego snajpera Liverpoolu, Fernando Torresa, wydaje się, że
największe zagrożenie dla Tima Howarda może stanowić ofensywny pomocnik gospodarzy Steven
Gerrard. Nic dziwnego, że media zastanawiając się, czyja dyspozycja okaże się kluczowa w sobotę,
porównują gwiazdę reprezentacji Anglii do australijskiego "vis a vis" Gerrarda w ekipie Evertonu -
Tima Cahilla. Warto też pamiętać, że Gerrard może skupiać się na ofensywie mając za plecami
niezwykle solidnego defensywnego pomocnika Javiera Mascherano, a o spokój w środku pola w
ekipie Evertonu dba Marouane Fellaini. Kto wie, czy największe zagrożenie nie będzie pochodzić z
prawego skrzydła obu zespołów, bowiem to tam występują nominalni napastnicy - Dirk Kuyt z
Liverpoolu i wypożyczony do Evertonu Amerykanin Landon Donovan.
Marcin Ostrowski (CANAL+)
Spotkanie będą komentować Marcin Rosłoń i Rafał Nahorny
www.canalpluscyfrowy.pl www.cyfraplus.pl www.niezlykanal.pl www.alekino.pl www.planete.pl www.zigzap.tv www.hyper.pl www.minimini.pl www.kuchnia.tv www.domo.pl
CANAL+ Cyfrowy Sp. z o.o., al. gen. W. Sikorskiego 9, 02-758 Warszawa, Sąd Rejonowy dla m. st. Warszawy - XII Wydział Gospodarczy KRS
KRS 0000051835, NIP: 526-22-46-271, kapitał zakładowy 300.000.000 zł
