KOMORNIK

Polska, 2005

reżyseria:

obsada: , ,

gatunek: dramat

czas trwania: 93 min

0.00

Lucjan Bohme (Andrzej Chyra) jest znanym z sukcesów, bezwzględności i podłego charakteru wałbrzyskim komornikiem. Egzekucja długów to nie tylko jego praca, ale i - jak można podejrzewać - życiowa pasja.

Jest niewzruszony (nawet wobec pacjentów zadłużonego szpitala), arogancki wobec swoich ofiar, pewny siebie i nonszalancki, ale również naiwny. Nie zdaje sobie sprawy, że w pewnym momencie sam staje się elementem czyjejś gry, której częścią jest nawet jego romans z zamężną Anną (Małgorzata Kożuchowska). Spokojne, niemal beztroskie życie komornika (nikt za wyrządzone krzywdy się na nim nie mści, nikt mu nawet nie grozi) zmienia się w momencie, kiedy Lucek decyduje się przyjąć łapówkę (choć w rzeczywistości ma to być jedynie zasadzka zastawiona na łapówkarza). Pod wpływem religijnego olśnienia nieczuły dotąd komornik postanawia zadośćuczynić krzywdom, które wyrządził i rozdaje ofiarowane mu pieniądze tym, którym wcześniej skonfiskował cały dobytek. Paradoksalnie od tego momentu na Lucka spadają same nieszczęścia: zostaje pobity, ktoś kradnie mu samochód, a piłkarz, wobec którego był bezlitosny, popełnia samobójstwo. Na domiar złego wychodzi na jaw sprawa łapówki, którą zaczyna interesować się prokuratura. Ci, którym nawrócony komornik próbował wynagrodzić krzywdy nie staną jednak w jego obronie. Zrobi to tylko jedna osoba, Gośka (Kinga Preis), przyjaciółka z młodości, która sama boryka się z nieudanym życiem.

"Komornik" FELIKSA FALKA to najliczniej nagradzany polski film roku 2005. Zdobył sześć nagród na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych (m.in. dla najlepszego filmu, za najlepszą rolę główną dla Andrzeja Chyry, najlepszą rolę drugoplanową dla Kingi Preis, scenariusz i zdjęcia), siedem Orłów przyznawanych przez Polską Akademię Filmową oraz nagrodę Jury Ekumenicznego w Berlinie. Był również oficjalnym polskim kandydatem do Oscara. Berlińskie jury nazwało film Falka "przypowieścią o korupcji, zawierającą uniwersalne przesłanie i chroniącą takie wartości, jak sprawiedliwość, hojność i ludzka godność". Tak też - jako przypowieść - odczytało "Komornika" wielu polskich krytyków, którzy w ten sposób tłumaczyli m.in. cudowne nawrócenie głównego bohatera i grad nieszczęść, jaki spadł na niego zaraz później. Nieszczęścia posypały się również na kreującego główną postać Andrzeja Chyrę. "Podczas kręcenia scen w Wałbrzychu Andrzej o mało nie stracił palca, kiedy niefortunnie włożył rękę d skrzynki na listy. W ogóle ciężko miał w tym filmie. Był bity, zdradzany i wyzywany - ot zwyczajny dzień pracy komornika" - mówił reżyser jeszcze podczas realizacji zdjęć. Mimo tych "niedogodności" znany chociażby z głośnego "Długu" Krzysztofa Krauze czy "Zmruż oczy" Andrzeja Jakimowskiego Chyra stworzył w filmie Falka jedną z najciekawszych ról w swojej karierze. Jego bohater - nie tylko ze względu na podobieństwo imion - był zresztą porównywany do niezapomnianego Lutka z "Wodzireja" Falka, którego brawurowo zagrał wówczas Jerzy Stuhr. "Postać Lucka jest trochę podobna do Danielaka z mojego "Wodzireja" sprzed 30 lat" - mówił sam reżyser. "Jest tak samo barwna i wielowymiarowa. Andrzej Chyra idealnie się nadaje do tej roli. Tylko on potrafi być zarazem cyniczny, ironiczny i jednocześnie wzbudzać współczucie". Falk, nagradzany wcześniej m.in. w San Remo i Moskwie (nagroda specjalna jury i nagroda krytyków za "Bohatera roku"), "Komornikiem" powrócił na wielki ekran po dziesięcioletnim milczeniu. Jego poprzedni film "Daleko od siebie" z Arturem Żmijewskim i Małgorzatą Foremniak rozczarował krytyków, z dużym dystansem przyjęto również jego "Lato miłości" (1994) według opowiadania Iwana Bunina, którym - jak pisał jeden z krytyków Gazety Wyborczej - "Falk, którego kojarzyliśmy dotąd głównie z drapieżnym kinem współczesnym, chciał udowodnić sobie i nam, że potrafi nakręcić romans kostiumowy". "Komornik" jednak to niezbity dowód na to, że Falk nie powiedział jeszcze w kinie ostatniego słowa. Tuż po zakończeniu zdjęć do tego filmu zrealizował czarno-białą etiudę animowaną "Krótka historia pewnej tablicy" w ramach projektu "Solidarność, Solidarność", który Telewizja Polska przygotowała dla uczczenia rocznicy wydarzeń Sierpnia '80.



ANDRZEJ CHYRA

Gdy pojawiły się informacje, że rolę oprawcy-egzekutora fikcyjnego długu w filmie "Dług" (1999) Krzysztofa Krauzego zagra Andrzej Chyra, nie brakowało złośliwych komentarzy. "Nikomu nieznany aktor w tak trudnej roli?" - dziwiono się w środowisku filmowym. Nieufna była też ekipa filmowa. Ale gdy Andrzej Chyra pojawił się na planie i zagrał jedną z najtrudniejszych scen jako okrutny i bezlitosny dla otoczenia Gerard, z wrażenia ponoć nawet jego partnerzy - m.in. Robert Gonera - zaniemówili. Potem posypały się nagrody (m.in. Orzeł oraz wyróżnienie za najlepszą rolę męską na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni), zachwyty krytyków i propozycje wywiadów oraz sesji fotograficznych od kolorowych gazet.

Na taką rolę Andrzej Chyra czekał jednak bardzo długo. Wydział aktorski warszawskiej PWST skończył już w 1987 roku. "Zdawałem też na górnictwo w AGH w Krakowie - gdybym się nie dostał do szkoły aktorskiej za pierwszym razem, nie zdawałbym po raz drugi i skończył zupełnie inaczej" - przyznawał w jednym z wywiadów. Młodego aktora bez dorobku kino konsekwentnie ignorowało. Chyra pojawił się co prawda w "Dekalogu, cztery" (1988) Kieślowskiego, ale w roli tak małej, że nawet nie umieszczono go w napisach końcowych. Przez następne lata grał epizody - w "Kolejności uczuć" (1993) Piwowarskiego, "Zawróconym" (1994) Kutza, w kilku spektaklach Teatru Telewizji, a wreszcie w serialach "Bar Atlantic", "Miodowe lata" i "Biała podszewka". Przez chwilę występował również w Teatrze Rampa w Warszawie (1987-1988) i Teatrze Studyjnym w Łodzi (1989-1990), ale aktorska przyszłość rysowała się niepewnie. To z tego m.in. powodu Chyra zaczął studiować w PWST reżyserię teatralną i tuż po zdobyciu dyplomu, w 1994 roku, wystawił w "Starej Prochowni" sztukę "Z dziejów alkoholizmu w Polsce". Choć zdarzało mu się również reżyserować później (m.in. spektakle "Przegryźć dżdżownicę" w Poznaniu i "Kochanek" w Grudziądzu), kariery nie zrobił również jako reżyser.

Dlaczego Andrzeja Chyrę, okrzykniętego jednym z najzdolniejszych i - mimo urody odbiegającej od stereotypu amanta - najprzystojniejszych polskich aktorów, odkryto tak późno? "Myślę, że tuż po szkole nie byłem w pełni gotowy, by uprawiać ten zawód" - mówił aktor parę lat temu. "Trochę się miotałem, próbowałem reżyserii, nie do końca wiedziałem, co chcę robić". Po "Długu" zawodowe życie aktora zmieniło się całkowicie, choć nie od razu - z początku rola Gerarda Nowaka tak mocno zafunkcjonowała w świadomości widzów, że wszyscy bali się zaangażować Chyrę do czegoś innego. Prawdziwy przełom nastąpił po występie w "Grze" (2000), jednej z trzech części mini-serialu Krzysztofa Krauzego "Wielkie rzeczy". To wtedy zobaczył go Grzegorz Jarzyna i zaproponował aktorowi etat w warszawskim Teatrze Rozmaitości, gdzie Chyra zagrał w kilku najgłośniejszych polskich przedstawieniach ostatnich lat, m.in. "Bachantkach" Krzysztofa Warlikowskiego i "Festen" Grzegorza Jarzyny.

Ostatnie lata to dla Andrzeja Chyry czas imponującej kariery - zagrał m.in. w "Symetrii" (2003) Konrada Niewolskiego, "Zmruż oczy" (2003) Andrzeja Jakimowskiego, "Tulipanach" (2004" Jacka Borcucha, "Persona non grata" (2005) Krzysztofa Zanussiego, a przede wszystkim w "Komorniku" (2005) Feliksa Falka (nagroda za najlepszą rolę męską w Gdyni i Moskwie, polski Orzeł oraz Złota Kaczka miesięcznika "Film") i "Wszyscy jesteśmy Chrystusami" (2006) Marka Koterskiego. Z drugiej strony jednak Chyra stał się jednym z etatowych aktorów spoglądających z okładek polskich kolorowych gazet, a skłonność do pracoholizmu ("mam świadomość, że ostatnio brałem na siebie za dużo" - powiedział aktor niedawno) łączył z umiłowaniem do zabaw, alkoholu i płci pięknej. Z powodu prywatnych nieporozumień Chyra nie zagrał m.in. w "Moim Nikiforze" Krauzego, choć rola Włosińskiego pisana była specjalnie dla niego. "To, że nie zagrałem w tym filmie, jest kwestią tego, czy ufa się aktorowi, czy patrzy na to, co robi w życiu prywatnym" - mówił Chyra w jednym z wywiadów. Joanna Kos-Krauze, drugi reżyser "Mojego Nikifora" i żona Krzysztofa Krauzego, odpowiadała: "Warszawka" łatwo i szybko smaruje narty. Trudno się zatrzymać. Andrzej wierci się, coś go uwiera. Ale jestem przekonana, że gdzieś tam jest mądrze i dobrze bijące serce. Może wróci z bankietu...".

Choć Andrzej Chyra niemal nigdy nie opowiada o swoim życiu prywatnym (na tego rodzaju pytania odpowiada zwykle: "może porozmawiamy o jazzie?"), jednym z naczelnych tematów kolorowych gazet jest od lat jego związek z Magdaleną Cielecką, dla której porzucił żonę. Chyra poznał Cielecką podczas prób do "Burzy" w Teatrze Rozmaitości, a kolejne meandry ich burzliwego związku z satysfakcją punktowała w Polsce bulwarowa prasa. Paradoksalnie tuż po tym, kiedy aktorzy po raz pierwszy zagrali razem parę w dwóch filmach z rzędu - "Palimpseście" (2006) Konrada Niewolskiego i "Samotności w sieci" (2006) Witolda Adamka - ich związek rozpadł się. Jednak, podczas promocji obu filmów, Chyra i Cielecka znów pokazywali się razem. "Zapewniam, że nie podpisywaliśmy żadnej umowy nakazującej nam wspólne wyjścia w celach marketingowych" - odpowiadał aktor na pojawiające się zarzuty mediów o kreowanie sztucznego związku w celu wypromowania obu filmów.

WASZE OPINIE

krycho

Jeden z najlepszych polskich filmów jak dla mnie. Znakomiecie zrobiony i oglądało się go bardzo ciekawie.

ITI

Jak dla mnie to Pręgi są bardziej przejmujące jak Komornik. Ale jak na polski film, to jest bardzo fajny.

Warto zobaczyć, napewno odskocznia od tego czym osacza nas USA i komercja.

rafallll

Bardzo przejmujący, choć myślałem że będzie lepszy. Ale i tak świetny, warto obejrzeć.